Raczej nie kupuję gazet tylko ze względu na dołączone do nich dodatki. Tym razem postanowiłam zaryzykować - do magazynu "Dziecko" (w którym notabene nie ma dla mnie nic do poczytania :D) dołączone były palety cieni matowych i metalicznych. Firma noname, wyprodukowane w Chinach. No ale ciekawiły mnie, a że za jedną wychodziło coś koło 7 zł to wzięłam obie. Muszę od razu powiedzieć, że różnią się od siebie diametralnie...
Już na pierwszy rzut oka paletka 'matowa' wygląda na jakąś taką wyblakłą, zaś druga ma soczyste, żywe kolory. Jak widzicie w matowej uszkodził się jeden cień, no ale to nie tragedia. ;)
Matowe cienie są tragiczne. Strasznie suche, kredowe - kiepsko się nakładają i wyglądają równie źle. Bez bazy można je najzwyczajniej w świecie zdmuchnąć i nie pozostanie po nich ani śladu:
Czas na podotykanie cieni lśniących. I tu spore zaskoczenie...
Cienie są bardziej mokre, kremowe i niesamowicie napigmentowane. Takie kolory lubię!
Trzeba jednak nakładać je i tak na bazę - jak trochę podeschną, to zaczynają się łuszczyć:
Podsumowując: na matowe szkoda kasy, ale błyszczące - nieźle zainwestowane 7 zł :]







