Lakier Black Spotted był swego czasu lakierem wzbudzającym wiele emocji. Jako część kolekcji Spiderman dostępny był jedynie we Francuskich Sephorach (chociaż wiem, że komuś udało się kupić go w Polsce - ja nie miałam tyle szczęścia mimo wielu podejść). Na ebayu osiągał niebotyczne ceny, nawet do 55 dolarów. Szukałam, wzdychałam i wreszcie stało się - trafiłam na niego zupełnie przypadkiem. W Sephorze, a jakże! :)
Black Spotted należy nanosić cienką warstwą na uprzednio wysuszoną, kolorową bazę. Na pierwszy raz użyłam jednego z ulubionych ostatnio róży - My Colour nr49, przywiezionego mi z Grecji przez Agnes. <3
Malowanie jest wygodne, pędzelek wręcz idealny. Lakier ma jednak dość rzadką konsystencję i lubi się rozlewać po skórkach. Im grubsza warstwa tym mniejszy efekt, wystarczy więc jedno pociągnięcie.
Efekt jest zdecydowanie interesujący. Psują go jedynie pęknięcia, które pojawiły się po wyschnięciu - muszę poeksperymentować, może przy szybszym nałożeniu bezbarwnego topa nie będzie takiego problemu.
Wrocławianki! Jeśli miałyście ochotę na Black Spotted to uprzejmie donoszę, że jest on dostępny na wyprzedaży w Sephorze w Magnolii i można go kupić za trochę ponad 30zł. Po moich zakupach zostały jeszcze ze trzy egzemplarze. :)





































