Zdjęcia oraz opisy na tej stronie są mojego autorstwa - nie pozwalam na kopiowanie, przetwarzanie czy ponowne udostępnianie ich bez mojej wiedzy i zgody.

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subskrypcje kosmetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subskrypcje kosmetyczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2013

GlossyBox - czerwiec 2013


Moją przygodę z Glossy mogę podsumować jako 'wzloty i upadki'. Jedno pudełko mi nie odpowiada, daję mu ostatnią szansę, następne znów podbija moje serce. I tak w kółko. Tym razem jest wzlot, i to taki aż do chmur...

Lato zbliża się wielkimi krokami, także ta edycja pudełka się bezpośrednio do niego odnosi. I może to zabrzmi głupio, ale naprawdę czułam jego powiew kiedy wyjmowałam kolejne kosmetyki... :)



1. BATISTE Suchy szampon o zapachu Tropical, miniatura 50ml (pełny produkt 15,90zł/200ml)



2. JELLY PONG PONG Kredka do oczu 2w1, pełny produkt (55zł/2,8g)



3. PAT&RUB Olejek rozświetlający, miniatura 30ml (pełny produkt 89zł/100ml)



4. FIGS&ROUGE Balsam do ust Coco Rose, pełny produkt (25zł/12ml)



5. EMITE MAKE-UP Zalotka, pełny produkt (ok100zł/szt)



6. produkt VIP - GILLETTE VENUS Maszynka do golenia Pro Skin, pełny produkt (39,90zł/szt)




Ucieszyło mnie w tym pudełku wszystko - każdy z tych produktów pojedzie ze mną na wakacje, tego jestem już więcej niż pewna. Szamponów Batiste miałam już przyjemność używać (jeden, do ciemnych włosów, nawet aktualnie mam) więc wiem, że świetnie się spisują. Miniatura będzie jak znalazł, żeby odświeżyć się w trakcie podróży.

Kredka do oczu 2w1 Jelly Pong Pong bardzo odpowiada mi konsystencją. Łatwo się rozprowadza i dobrze rozciera. Jedyne co mnie zastanawia, to jak przetrwa w upałach. Zobaczymy. ;)

Olejek do ciała Pat&Rub w butelce wygląda jak płynne złoto. Na skórze daje jednak ładny, subtelny efekt. Jak już dorobię się włoskiej opalenizny to będzie stale w użyciu. :D

W błyszczyku Figs&Rouge trochę przeszkadza mi shimmer (na szczęście na ustach nie rzuca się on tak bardzo w oczy), za to absolutnie ubóstwiam wszystkie różane kosmetyki, więc zapach mi wszystko rekompensuje.

Zalotka to rzecz, której używam rzadko - a może zbyt rzadko? Ta od Emite Make-Up jest fajna, masywna, porządna. Chyba więc będę używać jej znacznie częściej. Plus za kolorystykę - czerń oraz czerwień. :)

Na koniec coś, co bez dwóch zdań jest jedną z najistotniejszych rzeczy, jakie zabiorę ze sobą na urlop - maszynka Gillette Venus. Muszę tylko do niej dokupić wkłady - jeden to zdecydowanie za mało na dłuższy wyjazd. Ten produkt to prezent dla klientek VIP (zamawiających pudełko dłużej niż od 6 miesięcy).

Ta odsłona boxa podoba mi się i to bardzo - głównie dlatego, że jest spójna i przemyślana. Nie ma tu rzeczy niedopasowanych, 'bo akurat to dali, to dajemy'. A Wy jak myślicie? :)

poniedziałek, 18 marca 2013

GlossyBox - marzec 2013


Jak pewnie zauważyłyście (a może i nie ;)) ostatnie dwa pudełka Glossy nie doczekały się swojego posta na blogu. Oczywiście, było to spowodowane głównie moim brakiem czasu - jednak nie zachwyciły mnie one jakoś specjalnie, więc jest to niewielka strata.

Możecie zapytać czemu kupuję kolejne pudełka, jeśli zawartość nie zawsze mi pasuje. Bo gapa ze mnie. :D
Miałam już moment, że chciałam anulować subskrypcję, ale zwlekałam i wypadało mi to z głowy aż do momentu, kiedy automatycznie ściągnęła się płatność za kolejnego boxa i pomyślałam, że 'no dobra, jeszcze jedna szansa'. ;)

O tej odsłonie ciężko mówić 'pudełko', bo kosmetyki spakowane są tym razem w kosmetyczkę. I to całkiem fajną - pojemną i leciutką. Szkoda tylko, że w takich markotnych kolorach, chociaż logo mogłoby być ciut żywsze. ;)


Poza kartą z listą kosmetyków (tym razem w formie 'paszportu do piękności') dostałam jeszcze bon zniżkowy na zakupy w sklepie Answear (100zł mniej przy zakupach za minimum 300zł), oraz My Little Travelling Book - zeszycik z poradami, ciekawostkami na temat popularniejszych miejsc w jakie można się wybrać na wakacje.



Przejdźmy do sedna: kosmetyki!



1) JELLY PONG PONG - nawilżający błyszczyk w kredce, pełny produkt (60zł/2,5g)



2) LIERAC - płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu, butelka 50ml (pełny produkt 65zł/200ml) 



3) ARTEGO - preparat odbudowujący Dream Care, fiolka 8ml (pełny produkt 140zł/16x8ml) 



4) CLARENA - krem dermonaprawczy z witaminą U, tubka 30ml (pełny produkt 84zł/50ml) 



5) PINK SUGAR - żel pod prysznic, tubka 50ml (pełny produkt 55zł/250ml) 




Pełnowymiarowym produktem w tym miesiącu jest błyszczyk marki Jelly Pong Pong, o której wcześniej nie słyszałam. Nie wierzcie do końca zdjęciom - mój aparat widzi w nim koral, kiedy ja otrzymałam kolor różowy. Mimo, że jest to pełny produkt, nie dostałam go w oryginalnym opakowaniu a jedynie ofoliowany (na zdjęciu w karcie produktów widać wyraźnie kartonik). Wrażenie zrobił na mnie średnie - mimo, że kolor jest śliczny, to sam błyszczyk jest wykonany raczej marnie. Zresztą zobaczcie same co się stało, kiedy chciałam go użyć po raz pierwszy:


Oczywiście po kontakcie z ekipą Glossy zostałam zapewniona, że otrzymam nieuszkodzony produkt, jednak pewien niesmak pozostał - nie wiem, czy wydałabym na niego 60zł. Chociaż wiele zależy od tego, jak będzie wyglądał i zachowywał się na ustach.

Reszta kosmetyków przypadła mi do gustu (na pierwszy rzut oka oczywiście ;)). Płyn Lierac (jak zresztą wszystkie kosmetyki tej marki, jakich miałam okazję używać) ma bardzo przyjemny zapach. Krem do twarzy Clarena zawsze się przyda, chociaż wciąż staram się nadgonić ze zużywaniem tych, które mam. :)

Ampułka do włosów Artego jest produktem intrygującym - głównie z tego powodu, że nie ma do niego żadnej wskazówki na temat użycia. :D Jasne, wygogluję sobie, ale chyba od tego między innymi jest karta produktów - można było do niej wrzucić mini instrukcję.

Ostatni jest żel pod prysznic Pink Sugar, jak na mój gust trochę zbyt mocno perfumowany. Dobrze, że nie jest to balsam, bo ten ciężki, słodki zapach od razu by go u mnie zdyskwalifikował. No ale może pod prysznic będzie w sam raz.

Wartość kosmetyków w tym miesiącu to około 150zł.

środa, 30 stycznia 2013

ShinyBox - styczeń 2013



Ostatnie dwa miesiące dały mi nieźle do wiwatu. Praca zdominowała moje życie na tyle, że i sił i czasu na inne rzeczy zostawało mi niewiele. Ech, gdyby to jeszcze się odpowiednio przekładało na wypłatę... ;)

Styczeń już właściwie się skończył, a ja dopiero rozprawiam się z boksami - lepiej późno, niż wcale. Pierwszy na tapecie styczniowy ShinyBox.


Zawartość pudełka w tym miesiącu:


1) LUMENE - kremowy błyszczyk do ust Wild Rose, pełny produkt (24,5zł/6ml)



2) SCHWARZKOPF PROFFESIONAL - Szampon BC Oil Miracle, tubka 30ml (pełny produkt 35zł/200ml)
3) SCHWARZKOPF PROFFESIONAL - Olejek pielęgnacyjny do włosów BC Oil Miracle, buteleczka 5ml (pełny produkt 69,95zł/100ml)



4) DERMEDIC - Oczyszczający żel do mycia twarzy z serii Normativ, pełny produkt (25zł/100g)



5) DERMEDIC - Tonik głęboko oczyszczający z serii AcneExpert, pełny produkt (26zł/200ml)



Wartość łączna kosmetyków z tego pudełka to około 86zł


Jak na pudełko karnawałowe to jest tu troszkę smutno... Liczyłam na to, że styczniowe subskrypcje bardziej zaszaleją z kolorówką. Z tej pojawił się tu Błyszczyk Lumene o przyjemnym, kremowym kolorze. Ładnie wygląda na ustach i ich nie skleja, ale trochę przeszkadza mi jego mocny zapach. Dwa produkty Schwarzkopf Professional z linii BC Oil Miracle to coś, co mnie ucieszyło. Identyczna miniatura szamponu była w GlossyBoxie z sierpnia 2012 i bardzo przypadł mi on do gustu, a póki co nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania. Z chęcią wypróbuję także pielęgnacyjny olejek.

Na koniec marka, która chyba na stałe zagościła w Shiny - Dermedic. Tym razem są to znów pełnowymiarowe produkty. Pierwszy to oczyszczający żel do mycia twarzy z serii Normativ, przeznaczony  głównie dla cery tłustej lub mieszanej, ze skłonnością do błyszczenia. Od dawna używam do mycia twarzy żeli z Biedronki (tych produkowanych przez Tołpę) i nie ukrywam, że zastanawiałam się ostatnio nad jakąś zmianą - zobaczymy. Drugi produkt to tonik głęboko oczyszczający z linii AcneExpert, dedykowany jest osobom o cerze trądzikowej. Ja na szczęście do nich nie należę, chociaż wiadomo - każdemu zdarzają się czasem jakieś 'niespodzianki'. Pierwsze wrażenie: całkiem nieźle usuwa zanieczyszczenia i ślicznie pachnie (sama nie wiem, z czym ten zapach mi się kojarzy... może z tonikiem Corine de Farme?).

Jak podoba się Wam styczniowe pudełko? Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko, że nie jestem ani specjalnie rozczarowana, ani zachwycona - bywały lepsze.



Produkt tu opisany został mi udostępniony do recenzji, nie miało to jednak wpływu na moją opinię.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

ShinyBox - grudzień 2012


W tym miesiącu Shiny dotarł do mnie z niemałym opóźnieniem - kurier się nie spisał. GLS ma u mnie sporego minusa - ani awizo, ani telefonu a ja po dwóch tygodniach na własną rękę muszę dowiadywać się, że paczka jest w jakimś Parcel Shopie.. Nie mówiąc o tym, że nie ma szansy, żeby kurier u mnie nikogo nie zastał, bo zawsze ktoś w domu jest. Na szczęście ekipa Shiny szybko poratowała mnie numerem przesyłki i informacją co się z nią dzieje.

Mimo, że pudełko trafiło do mnie dopiero po świętach, było miłym prezentem. Pierwsze, co się mi rzuciło w oczy, to nowy sposób pakowania. Jeśli pamiętacie poprzednie odsłony, to na pewno kojarzycie, że poza kosmetykami były tam tylko chroniące przed uszkodzeniami styropianowe wypełniacze. Tym razem jest elegancko i estetycznie - wszystko opakowane jest białą i fioletową bibułką i przewiązane wstążką. Nie jest może nie wiadomo jak świątecznie jak w przypadku Glossy, ale wiele przyjemniej niż było dotychczas.


Czas przejść do zawartości:


1) ANNABELLE MINERALS Róż mineralny w kolorze Nude, tester 1g (pełny produkt 30zł/4g)

2) ANNABELLE MINERALS Korektor mineralny w kolorze Light, tester 1g (pełny produkt 30zł/4g)

3) ANNABELLE MINERALS Podkład mineralny w kolorze Beige Fair, kryjący oraz matujący, testery 2 x 1g (pełny produkt 30zł/4g)

4) DELIA Mascara Most Wanted brązowa, pełny produkt 10zł/11ml

5) DELIA Baza wygładzająca pod makijaż XXL, pełny produkt 20zł/55ml

6) DERMEDIC Szampon do włosów chroniący skórę, pełny produkt 24,60zł/200ml

7) ZEPTER Krem na dzień do skóry suchej i wrażliwej, saszetka 5ml (pełny produkt 64zł/50ml)

8) ZEPTER Krem na noc do skóry suchej i wrażliwej, saszetka 5ml (pełny produkt 64zł/50ml)

9) Prezent - ZEPTER naszyjnik w stylu marynistycznym


No cóż, w tym miesiącu Shiny mnie rozczarowało. 

Testery z Annabelle Minerals były swego czasu na ich stronie dostępne za darmo, wystarczyło tylko opłacić koszty wysyłki. Ja z tej promocji skorzystałam i w wyniku tego wszystkie produkty tej firmy z tegomiesięcznego boxa mi się zdublowały. A niestety to była jedyna nowa marka - wszystkie pozostałe w ShinyBoxie mieliśmy już okazję widzieć. Przydałaby się mała odmiana. 

Kosmetyki z Delii nie są może niczym luksusowym, ale ich przynajmniej mam zamiar używać. Tuszu do rzęs w brązowym kolorze jakimś dziwnym trafem do tej pory nie miałam okazji posiadać, więc fajnie będzie wypróbować. Baza trafiła mi się wygładzająca. Gdybym miała wybierać, to wolałabym rozświetlającą, ale ta też się nie zmarnuje. :)

Szampon do włosów chroniący skórę głowy marki Dermedic chętnie wypróbuję, za to próbki kremów  Zeptera są trochę pomyłką. Dwie saszetki po 5 ml raczej nie przekonają mnie do zakupu pełnowymiarowych produktów, zwłaszcza że nie są najtańsze. Prezent w postaci naszyjnika jest miłym akcentem, ale raczej nie będę go nosić. Na szyi wygląda dziwnie - ot, taki niebieski sznurek. Próbowałam zawinąć go dwa razy i nosić jako bransoletkę, ale niestety spada mi z ręki. No cóż.

Podoba się Wam to pudełko?


Produkt tu opisany został mi udostępniony do recenzji, nie miało to jednak wpływu na moją opinię.

wtorek, 11 grudnia 2012

GlossyBox - grudzień 2012


Tego boxa kupiłam przypadkiem. Poprzednie odsłony wywoływały we mnie jakoś mniej emocji, postanowiłam więc zaoszczędzić i odpuścić sobie kolejne pudełko. Los chciał, że kiedy przelałam pieniądze na konto PayPal, żeby zapłacić za zakupy z Ebaya, automatycznie ściągnięto mi opłatę za subskrypcję.

Nie pomyślałam, żeby ją anulować, więc byłam trochę zła. No ale uznałam, że dam mu ostatnią szansę. Żałuję?

Tym razem zamiast czarnej, standardowej bibułki, zobaczycie uroczą biało-czerwoną jej wersję. Ostrokrzew, renifery, piernikowe ludziki - jest ślicznie i świątecznie. A co kryje się pod spodem?


1) BATISTE Suchy szampon o zapachu Cherry, miniatura 50ml (pełny produkt 15,90zł/200ml)



2) CLARENA Stem Cells Cream, tubka 30ml (pełny produkt 142zł/50ml)



3) MODEL CO Lip Duo, pełny produkt 120zł/3,8g(szminka)+2,3ml(błyszczyk)



4) SCOTTISH FINE SOAPS COMPANY Au Lait Body Milk, miniatura 30ml (pełny produkt 44,90zł/220ml)



5) YASUMI Micellar Liquid 3 in 1, miniatura 50ml (pełny produkt 29zł/170ml)



6) KRYOLAN HD Eyeliner, produkt VIP 50zł/6g



Tą odsłoną GlossyBox wkupił się znów w moje łaski. Pudełko podoba mi się przeogromnie, od kosmetyków zaczynając (zawsze na pierwszym miejscu! ;)), na oprawie kończąc.

Suchy szampon Batiste pojawiał się w zagranicznych edycjach i cieszę się, że do nas też zawitał. Mam ciemne włosy i nie wiem, jak się będzie na nich sprawował, ale z chęcią wypróbuję - czasem się coś takiego przydaje. Krem z roślinnymi komórkami macierzystymi od Clareny to ciekawy produkt, ma też sporego plusa już za pojemność. Tubka jaka do mnie trafiła, to ponad połowa pełnowymiarowego produktu.

Duo marki ModelCo przyjemnie wygląda na ustach, chociaż szminka w opakowaniu wydaje się być trochę ciemna. Na szczęście równoważy to jaśniejszy od niej błyszczyk. Balsam do ciała SFSC ani mnie ziębi, ani grzeje, pewnie tak czy siak go zużyję. Szczęście, że nie jest to kolejny krem pod oczy. ;) Za to płynu micelarnego od Yasumi jestem bardzo ciekawa. Ma dość atrakcyjną cenę, zobaczymy czy jakość idzie z nią w parze.

Na koniec niespodzianka - produkt VIP. Eyeliner Kryolan w kolorze Ebony to strzał w 10. Miałam okazję pomacać go kilka razy i nosiłam się z jego zakupem. Touché, Glossy, touché... :)

Miłym dodatkiem są także ogrzewacz do rąk i bileciki, które można dołączyć do prezentów oraz karta zniżkowa na wyszczuplające zabiegi Yasumi (-30zł).


Na koniec fotka grupowa - prawda, że to przyjemny widok? ;)


Wartość kosmetyków z tego pudełka to około 280zł. 

A Wy jesteście zadowolone ze swoich pudełek? A może to tylko w mój gust tak trafili?

sobota, 24 listopada 2012

ShinyBox - listopad 2012





1) L'OCCITANE Odbudowujący szampon do wł.suchych i zniszczonych, butelka 75ml (pełny produkt 65zł/250ml)
2) L'OCCITANE Odbudowująca odżywka do wł.suchych i zniszczonych, butelka 75ml (pełny produkt 65zł/250ml)



3) BENTLEY ORGANIC Łagodzące i nawilżające mydełko, pełny produkt (9zł/40g)
4) BENTLEY ORGANIC Łagodzące mleczko do ciała z lawendą i rumiankiem, pełny produkt (13zł/50ml)
5) BENTLEY ORGANIC Łagodzący i nawilżający żel pod prysznic, pełny produkt (13zł/50ml)



6) DERMEDIC Maseczka aktywnie matująca Normativ, pełny produkt (8zł/10g)



Nowością w aktualnym ShinyBoxie jest jedna marka, Bentley Organic - L'Occitane i Dermedic pojawiają się regularnie. Mogłaby czasem nastąpić mała zmiana, bo robi się troszkę monotonnie (chociaż trzeba przyznać, że nie są to przynajmniej miniatury a butelki o całkiem przyjemnej pojemności). No ale po kolei. :)

Z L'Occitane mamy tym razem komplet - szampon i odżywkę do włosów suchych, coś w sam raz dla mnie. Zawierają one olejki z dzięgla, lawendy, geranium, ylang ylang i słodkiej pomarańczy. Niedawno wykończyłam szampon z pierwszego Shiny, więc teraz zabiorę się za to duo.

Trójka z Bentley Organic to rozmiary podróżne. Wszystkie zawierają lawendę, dodatkowo mydełko i żel pod prysznic mają jeszcze w składzie aloes i jojobę, a mleczko do ciała -  rumianek. Są to produkty w 80-90% organiczne, najczęściej wegańskie. Wprost uwielbiam lawendę, więc cieszę się, że znalazły się one w tym pudełku.

Maseczka matująca Dermedic - zupełnie nie dla mojej cery, poszuka chyba nowego właściciela. ;)

Wartość kosmetyków z tego pudełka to około 75zł.


Produkt tu opisany został mi udostępniony do recenzji, nie miało to jednak wpływu na moją opinię.

wtorek, 13 listopada 2012

GlossyBox - listopad 2012


Początek miesiąca to czas pudełek. U mnie tym razem z małym poślizgiem, strasznie dużo ostatnio mam na głowie (trzeba się ogarnąć ;)). Może to nawet i lepiej - zauważyłam, że przy gorączkowym odwijaniu bibułek i wstążeczek jego zawartość podobała mi się trochę mniej niż przy drugim, znacznie spokojniejszym rzucie okiem.

Poprzednie odsłony możecie zobaczyć tutaj, a w tym miesiącu...





1) CASHMERE Utrwalająca baza pod cienie, pełny produkt (27zł/7g)




2) CHLOÉ Woda perfumowana Chloé, miniaturka 5ml (pełny produkt 230zł/30ml)




3) GLYSKINCARE Hydrating Eye Cream, pełny produkt (15zł/40ml)





4) HAPPYMORE SKIN CARE HappyMore BB, słoiczek 5ml (pełny produkt 203zł/30ml)





5) LIERAC Luminescence Serum, tubka 8ml (pełny produkt 246zł/30ml)





Nie spodziewałam się, że zawartość pudełka zwali mnie z nóg i tak też się nie stało. Mimo to jestem pozytywnie zaskoczona. Sama się sobie dziwię, że jeszcze nie zbrzydł mi Lierac, bo jest tu czwarty czy piąty kosmetyk tej marki - tym razem jednak nie krem a serum rozświetlające. I to chyba właśnie z niego najbardziej się ucieszyłam. 

Krem BB chętnie wypróbuję (chociaż cena mnie trochę odstrasza), zapach Chloé lubię i może miniatura pomoże podjąć mi decyzję o jego zakupie. Baza pod cienie ma wygodne, szerokie pudełko i przyjemną konsystencję - jeśli okaże się do tego skuteczna to super. 

Najmniej emocji wzbudził we mnie krem pod oczy, mam jeszcze niewykończone dwa z wcześniejszych boksów (plus kilka innych kosmetyków o podobnym przeznaczeniu), chciałoby się czegoś innego.


Wartość kosmetyków z tego pudełka to około 190zł. Jak według Was prezentuje się na tle poprzednich odsłon?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...