Zdjęcia oraz opisy na tej stronie są mojego autorstwa - nie pozwalam na kopiowanie, przetwarzanie czy ponowne udostępnianie ich bez mojej wiedzy i zgody.

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żele pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żele pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2013

Co u mnie nowego ;)


No bo denkowanie denkowaniem, ale jak tu nie skorzystać z -40% w Rossmannie? ;)

Wielkich zakupów nie planowałam, a i tak wyszłam o prawie 100 zł uboższa. Na przekór brzydkiej pogodzie kupiłam dwa słoneczne żele pod prysznic - chociaż tam będę miała lato!

Fa Sensual&Oil 4,49zł
Isana 2,99zł


Większość płynów dwufazowych była już wykupiona, wzięłam więc te, które zostały (już kiedyś je miałam i byłam zadowolona - był jeszcze z Nivei, ale słyszałam o nim bardzo złe opinie). Wpadł mi też w łapy micel z Bielendy i jakimś cudem też wylądował w koszyku. ;)

Garnier Essentials 7,99zł
Eva Natura Herbal Garden 6,89zł
Bielenda Kolagenowe odmłodzenie 7,19zł


Takie duże przeceny nie zdarzają się często, a są świetną okazją do wypróbowania kosmetyków, które ze względu na cenę normalnie omijam. Dlatego kupiłam też do wypróbowania dwa podkłady: żelowy Bourjois i Maybelline w musie. Tego ostatniego swego czasu zużyłam kilka słoiczków. :)

Bourjois healthy mix 35,99zł
Maybelline Dream matte mousse 26,99zł

No i na koniec oczywiście nie mogło zabraknąć ciuchów. A tam ciuchów - sukienek oczywiście. :D
Obie upolowane w Margot na Ładnej, obie marki Gina Tricot. Biało-niebieska od razu skojarzyła mi się z plażą, będzie idealna na wakacje. Dałam za nią 9zł.


Druga to chyba jakieś psychodeliczne wizje po kwasie - wierzchnia, szyfonowa warstwa to czerwono-czarno-fioletowe maziaje. Sukienka ma małe rozcięcie z przodu, za to z tyłu odsłania większość pleców. Podbiła moje serce i za 32zł stała się moją własnością. :D


A teraz czas na zaciskanie pasa, bo 30 czerwca wyjeżdżam na wakacje. Trzeba odłożyć pieniądze - już zacieram ręce na te wszystkie DM-y, Primarki, o KIKO nie wspominając. :x

niedziela, 6 stycznia 2013

Palmolive - Thermal SPA, żel pod prysznic z solą z Morza Martwego i ekstraktem z aloesu


Żel pod prysznic nie jest kosmetykiem, do którego się przywiązuję. Wybór jest tak ogromny, a że często eksperymentuję z firmami, rodzajami i zapachami. Jeśli jednak miałabym wybrać taki, do którego najczęściej wracam, to ten znajdzie się zdecydowanie w pierwszej trójce. A najlepsze jest to, że sama nie wiem, dlaczego... ;)

Kiedy kilka lat temu kupiłam go po raz pierwszy, różnił się opakowaniem ale i trochę składem. Wtedy była to wersja 'minerały + biała glinka' (nie wiem, czy jest jeszcze dostępna). Jednak poza tym nie dostrzegam więcej zmian - jeśli chodzi o zapach, konsystencję itd, to jest to wg. mnie taki sam produkt. I dobrze, bo mi się strasznie podoba, a nowa butelka jest poręczniejsza. 

źródło: http://wygodny-market.pl

Najbardziej chyba pasuje mi w nim zapach - utrzymuje się długo na skórze i jest niesamowicie przyjemny. Świeży, nie za słodki, nie mdlący. No uwielbiam. I to właściwie wystarczy mi, żeby się do niego przywiązać, bo w sumie nie ma nie wiadomo jakich zalet. 


Butelka ma dość wąski otwór, co sprawia, że mimo dość rzadkiej konsystencji żelu czasem się 'przytyka'.

Żel, poza obłędnym zapachem jest też przyjemny dla oka. Błękitny kolor z unoszącymi się niebieskimi i białymi drobinkami faktycznie kojarzy się z jakimś lazurowym morzem.


Drobinki te mają jednak nie tylko wyglądać, ale i działać - masująco, wygładzająco, lekko peelingująco. Są jednak zbyt drobne i ja niestety żadnego z tych efektów nie zauważyłam. No ale do takich zadań mam mocniejsze zdzieraki. :) Ważne, że nie wysusza skóry.


Na koniec dodam jeszcze, że kiedy używam go bez gąbki to słabo się pieni i według mnie jest mało wydajny. Ale uwielbiam go mimo to. :)

Macie jakichś swoich idealnych/nieidealnych żelowych ulubieńców? A może kupujecie to, co Wam akurat wpadnie w oko w drogerii?

środa, 1 sierpnia 2012

Co u mnie nowego? (pielęgnacja z Austrii, współprace, zakupy)


Robienie osobnych notek na takie tematy było by swoistym spam-atakiem, więc postanowiłam podsumować szybko, co ostatnio weszło w moje posiadanie. ;)

Najpierw zakupowo: w TK Maxxx wpadła mi w łapy paleta E.L.F (60 cieni, 20 błyszczyków, 3 róży, 2 bronzerów). Próbowałam ją sobie wybić z głowy, ale za 40zł żal mi było jej nie kupić. :P Na peeling cukrowy Perfecta SPA nadziałam się w Super Pharmie i oczywiście uległam magii przeceny - 12,90 zł. Pachnie jak kukułki. <3 Wzięłam do tego jeszcze dezodorant Rexony. Bronzer z limitki P2 kupiłam w Monachium, kiedy wracałam z urlopu i mój autobus miał 20 minutową przerwę na dworcu. To była szybka akcja. :D


Kolorówkę, jaką kupiłam na wakacjach, już Wam pokazywałam - czas na pielęgnację. Balea trochę skromnie, za to poszalałam w Mullerze. Na ich naturalną markę Terra Naturi były akurat spore przeceny, więc tu mnie trochę poniosło:



W Rossmanie zauważyłam markę Noni Care i no cóż - strasznie chciałam coś wybrać. :D Kupiłam krem pod oczy, który okazał się być 40+. :x


Paczka, jaką otrzymałam od Green Pharmacy. Mogłam wybrać produkty do testów, zdecydowałam się na te:


Zakupy na allegro. Cztery lakiery, pędzel, róż z Marble Manii, na który mi się nie udało trafić, oraz dwa cienie. Kupione jako zestaw za 38zł z przesyłką. Mój pierwszy OPI... :)



Czas na wielką pakę od Laboratorium Eris. Zawartość mile mnie zaskoczyła, oczywiście także ze względu na ilość kosmetyków, ale także dopasowanie do moich preferencji. Po kolei, markami:

Lirene:


Under Twenty:


Pharmaceris:


Dr Irena Eris:


Było nawet coś do poczytania. :)


I jeszcze jeden zakup z allegro - róż Catrice Floralista. Udało mi się go kupić w formie testera i kocham go miłością przeogromną. Dlatego uznałam, że za 8 zł warto zrobić zapas. ;)



To by było na tyle.

Trochę się tego uzbierało, ogłaszam więc sierpień miesiącem o ograniczonych do minimum wydatkach kosmetycznych! Szkoda, że Belloleum nie przedłuża akcji "przeżyć (...) za 50zł" na sierpień, będę musiała walczyć w pojedynkę. Cel: mniej niż 50zł, trzymajcie kciuki!

sobota, 28 lipca 2012

Miętowo... czyli cztery kosmetyki, które umilają mi upały :)


Upał ostatnio wykracza poza moją skalę tolerancji. Ale ja się nie dam tak łatwo - wytoczyłam chłodzące działa. ;)
Moje cztery kosmetyki, w których pierwsze skrzypce gra mięta:


1. GOSH - Body moist, balsam do ciała z wyciągiem z mięty

Nie jest to jakieś odkrycie roku - balsam jest dość rzadki, i mimo, że szybko się wchłania to nie daje nie wiadomo jakiego nawilżenia. Ale wariant Cool Mint naprawdę daje miłe uczucie chłodu przez jakiś czas po nałożeniu. Ma mocny, miętowy zapach, można go kupić za ok. 15 zł za 150 ml.

2. Palmolive - szampon przeciwłupieżowy z dziką miętą i minerałami morskimi

Miętę czuć w nim co prawda dość delikatnie, ale spełnia ona swoją orzeźwiającą rolę. Tak samo jak i sam szampon, włosy są po nim przyjemne i ładnie pachną, a z łupieżem na razie nie mam problemów. Kosztował mnie 7 zł za 200 ml. Może też rzuciło mi się już na oczy, ale w składzie nie widzę SLS ani SLES. ;)

3. Avon - gruboziarnisty peeling do stóp z zieloną herbatą i miętą

Avon często wypuszcza kosmetyki do stóp seriami. I ja je seriami kupowałam. :) Krem do pary już mi się skończył dawno temu, teraz wróciłam do peelingu. Nie ma on potężnych właściwości zdzierających, ale po całym dniu w pracy świetnie nadaje się do delikatnego masażu stóp. Niestety - szybko się kończy i nie wiem, czy można go aktualnie dostać. Ja zapłaciłam za niego 9,90 zł za 75 ml.

4. Original Source - żel pod prysznic Mint & Tea Tree

7927 prawdziwych listków mięty użytych do stworzenia jednego intensywnie chłodzącego żelu pod prysznic Original Source Mint and Tea Tree wywoła zimny dreszczyk na Twojej skórze i ożywi Cię intensywną miętą. 


Czujecie się skuszone? ;) Jest to produkt wegański, na dodatek bardzo łatwy do dostania - w Rossmanie chyba dalej jest na te żele przecena. Ja zapłaciłam około 8 zł.


Macie jakieś swoje ulubione kosmetyki na lato? :)

środa, 21 grudnia 2011

Ohh Darling - niezbędnik prysznicowy


Czy jest coś słodszego niż róż, kokadrki i pin-upowe ilustracje? Tak! Kosmetyki łączące to wszystko do kupy. Niezbędnik prysznicowy, jak to go dumnie nazwano, musiał być mój. Nie kupiłam go z rozsądku, nie z potrzeby - po prostu był zbyt śliczny, żeby go nie kupić. To się właśnie nazywa głos rozsądku...


Opakowanie kojarzy się z kosmetykami Benefit czy The Balm. Jednak o czymś takim jak  Ohh Darling wcześniej nie słyszałam. Okazuję się, że jest to marka "wyprodukowana dla Tesco".



Mamy tu wszystko, co może się przydać w kąpieli:
Płyn do kąpieli 150 ml
Peeling do ciała 150 ml
Rozświetlające kryształki do kąpieli 100 g
Balsam rozświetlający 50 ml
Opaska do włosów


Kiedy brałam go z półki tkwiło we mnie przeświadczenie, że zapach będzie truskawkowy. Błąd! Wszystkie te kosmetyki pachną słodko, karmelowo, chociaż odrobinę chemicznie.

Płyn do kąpieli ma gęstą, galaretowatą konsystencję. Faktycznie fajnie się pieni.




Peeling do ciała jest rzadszy i bardziej lejący. Peelingujące ziarenka są bardzo drobne, efekt nie jest spektakularny - raczej delikatne masowanie niż peeling.




Rozświetlające kryształki do kąpieli są z wierzchu pokryte błyszczącym proszkiem. Po wrzuceniu ich do kąpieli woda faktycznie zaczyna się mienić i sporo tego shimmera zostaje na skórze. Miałam kiedyś sól do stóp imbirową Dr Stopa i dawała ona bardzo podobny efekt. ;)






Balsam rozświetlający zawiera w sobie shimmer, daje baaardzo delikatny efekt. Nie ma mowy o wielkich kawałkach brokatu (i dobrze :P).







Na koniec - opaska do włosów. Sprawdza się nieźle nie tylko podczas kąpieli. Ja korzystam z niej kiedy się maluję, pomaga mi utrzymać w ryzach niesforną grzywkę:


Zestaw ten kupiłam podczas szlajania się bez celu po Tesco Extra i dałam za niego całe 19,90 zł. Fajna rzecz na prezent, nawet dla samej siebie... ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...