Strony
Zdjęcia oraz opisy na tej stronie są mojego autorstwa - nie pozwalam na kopiowanie, przetwarzanie czy ponowne udostępnianie ich bez mojej wiedzy i zgody.
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porównania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porównania. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 października 2016
Tarte Shape Tape Concelaer - Fair, Fair Neutral. Korektorowy gral?
Na blogu od dawna hula wiatr, tak jak na moim koncie bankowym, bo instagram i yt co chwile podpowiada czego brakuje w mojej kosmetyczce. Tarte shape tape jest jednym z tych produktów o którym słyszała chyba każda miłośniczka kosmetyków. Nie spotkałam się chyba z ani jedną krytyczną opinią na jego temat, więc postanowiłam przetestować go na sobie.
niedziela, 16 września 2012
Essence - LE Wild Craft szminka #02
Kolor ten to jeden z dwóch, jakie możemy znaleźć (albo będziemy mogły, bo w Polsce będzie w okolicach października) w nowej limitce Essence - Wild Craft. Numerek 01 to dość odważna śliwka, ja tym razem postawiłam na spokojny 02 o wdzięcznej nazwie Rosewood Hood.
Opakowanie szminki jest identyczne, jak tych ze stałej oferty, jeśli macie chociaż jedną, to wiecie, czego się możecie spodziewać. Podobnie, jeśli chodzi o konsystencję - Rosewood Hood wydaje mi się odrobinę bardziej śliska i 'mokra', ale może to być złudzenie (te egzemplarze, do których mogę ją porównać, kupiłam jakiś rok temu). Nie ma jednak zapachu, który w tych pomadkach czasem mnie drażnił.
A teraz będzie małe porównanie do innej szminki Essence - In the nude:
Na ustach nie zobaczycie oszałamiającego krycia - raczej podbicie koloru. Usta wyglądają na lekko wilgotne, szminka jednak szybko się zjada i trzeba poprawiać co godzinę-dwie.
Trzeba tylko uważać z ilością - jeśli się przesadzi, to lubi się gromadzić w załamaniach:
Liczyłam w głębi serca na odkrycie roku, ale nie jestem szczególnie rozczarowana. Wiele nie różni się od szminek na stałe rezydujących w szafie Essence - jest to przyjemna pomadka na co dzień, chociaż krycie i trwałość mogłyby być trochę lepsze. :)
o
12:46
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
Craft Test Dummy
17
komentarze
Etykiety:
edycje limitowane,
Essence,
porównania,
swatche,
szminki
poniedziałek, 16 lipca 2012
Essence - lakiery Colour & Go (nowe kontra stare)
Szybkie porównanie nowej i starej wersji lakierów od Essence. :)
Wszystkie chyba znacie te słodkie, kolorowe buteleczki z nakrętkami pasującymi do koloru lakieru. Zmieniają one kształty na bardziej opływowe (mocno inspirowane lakierami Bourjois), a wraz z tym i całą resztę - pojemność, pędzelek, formułę oraz większość kolorów.
Ja kupowałam te lakiery do tej pory głównie ze względu na ich odcienie - jakość specjalnie nie powalała. Teraz to się chyba zmieni, bo nowymi C&G maluje mi się o niebo lepiej.
Pędzelek zmienił kształt na szerszy, płaski, lekko zaokrąglony na końcu. Nie ukrywam, że to mój ulubiony rodzaj. Sam lakier miał zmienić formułę na bardziej żelową. Jest to od razu wyczuwalne, konsystencja jest bardziej 'śliska', a paznokcie wręcz malują się same.
Kolor tu pokazany to 111 - english rose.
Nałożyłam dwie warstwy lakieru, ale już jedna by wystarczyła. Schnie błyskawicznie, bardzo ładnie lśni - powierzchnia jest idealnie gładka.
Żeby nie było jednak samych ochów i achów - zdecydowanie nie dla osób, które nie lubią malować paznokci codziennie. Już tego samego dnia wieczorem miałam pościerane końcówki. Co do reszty nie mam zastrzeżeń. :)
środa, 30 maja 2012
MIYO Provocation kontra Miss Sporty #320
Przy okazji postu o trzech nowych kolorów od MIYO wspomniałam, że jeden z nich bardzo mi się kojarzy z lakierem z innej firmy. Czarna Orchidea zgadła, że chodzi o kobaltowy Clubbing Colours od Miss Sporty.
Szybkie porównanie:
na paznokciu wskazującym i serdecznym - MIYO Mini Drops #45 Provocation
na paznokciu środkowym i małym - Miss Sporty #320
Po 1 - kolor
Co tu dużo mówić, jest wręcz identyczny. Kremowy kobalt, śliczny.Po 2 - malowanie
Oba nie nastręczają większych trudności, ale lepiej maluje mi się Miss Sporty (głównie przez lubiany przeze mnie pędzelek i fakt, że w konsystencji lakier jest trochę rzadszy). Oba wysychają tak samo szybko.Po 3 - trwałość
Punkt dla MIYO. Niestety Clubbing Colours mają to do siebie, że błyskawicznie ścierają się na końcówkach. MIYO trzyma się o niebo lepiej. Zdarza mu się odprysnąć w miejscach, gdzie płytka jest osłabiona, ale to sporadyczne przypadki. Można się nim cieszyć kilka dni. Ja nosiłam go trzy (bez bazy i bez topu).
Po 4 - cena
MIYO 4 zł za 8 mlClubbing Colours 5,50 zł za 7 ml
Jeśli macie już w domu lakier z Miss Sporty, to możecie odpuścić sobie Provocation. Jeśli jednak nie macie żadnego, a podoba się Wam kolor, to zdecydujcie się na MIYO - nie zawiedziecie się, a na dodatek zapłacicie odrobinę mniej. :)
o
16:50
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
Craft Test Dummy
25
komentarze
Etykiety:
do 10 zł,
lakiery,
Miss Sporty,
MIYO,
paznokcie,
porównania,
swatche
sobota, 24 marca 2012
the Balm - Hot Mama róż do policzków
Wczoraj była Bahama Mama, dzisiaj dla równowagi - Hot Mama. Róż z firmy, z której dotychczas jestem zadowolona w 100% - the Balm.
Jak można wyczytać już z opakowania, jest to nie tylko róż, ale i cień do powiek. Tak, jak w przypadku pudru brązującego, nie ma w składzie parabenów.
Opakowanie znów kartonowe i tak samo jak inne - urocze, dopieszczone i schludne. Z lusterkiem, zamykane na magnes.
Jest to różowo-brzoskwiniowo-złote szaleństwo ;)
Ponieważ nie jest to jedyny taki róż, jaki mam w swoich zbiorach - czas na małe porównanie. Na zdjęciu razem z różami e.l.f. i Sleek (wiem, że porównuje się go też do Orgasmów Nars'a, ale tych nie mam niestety na składzie ;)).
Swatche w świetle dziennym:
I w świetle słonecznym:
Najbardziej napigmentowany z tej trójki jest Sleek, ma on też najwięcej złotych tonów. The Balm i Hot Mama jest po środku i z pigmentacją i ze złotym blaskiem i jest to według mnie przyjemny kompromis. Bardziej też wpada w róż, kiedy Sleek ma raczej koralowy odcień.
Zdjęcia na policzku (światło dzienne i słoneczne):
Jak widać, przy korzystaniu z tego różu spokojnie można darować sobie rozświetlacz, żeby czasem nie przesadzić z błyskiem. ;)
Mam nadzieję, że podoba się Wam tak, jak mi...
A w Marionnaud przez weekend rabaty 15-30%... ;)
o
16:24
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
Craft Test Dummy
22
komentarze
Etykiety:
porównania,
róże,
swatche,
the Balm,
twarz
czwartek, 8 grudnia 2011
Essence - LE Vampire's Love róż w żelu
Róże i rozświetlacze to dwie najbardziej rozchwytywane rzeczy ze wszystkich limitek Essence. Największe szczęście dla fanatyczek? Obie te rzeczy w jednej limitce! :P Przy Vampire's Love nas nie zawiedli - o rozświetlaczu już pisałam tutaj, nadeszła pora i na róż. Tym razem w formie żelu.
Róż jest bardzo wydajny, większą ilością można sobie wyrządzić krzywdę (PLACKI, dziewczęta :D ). A niestety jak nałożymy go za dużo, to nadmiaru jest się ciężko pozbyć. Na szczęście pompka jest praktyczna i łatwo się nią dozuje.
Jeśli wydaje się, że wygląda trochę za blado i ma się ochotę nałożyć kolejną warstwę - lepiej chwilę z tym poczekać. Nie ja jedna zauważyłam, że kiedy podeschnie to ciemnieje, można się nieźle urządzić. ;)
Zdjęć na twarzy troszkę już się na innych blogach przewinęło, a mi niestety żadne nie chciało wyjść. Na pocieszenie mam dla Was porównanie do innego żelowego różu od Essence, wypuszczonego w ramach limitki Jelly Baby:
Po pierwsze róż z VL ma o wiele fajniejszy aplikator w formie pompki. Jelly Baby jest w tubkach z plastikowym, skośnym końcem i nie nakłada się go zbyt wygodnie. JB jest też rzadszy (wręcz wodnisty) i ledwo go widać na policzkach.
Kolorem Jelly Baby kojarzy mi się z dżemem truskawkowym, Vampire's Love to czerwień krwista, trochę buraczkowa:
Po zmyciu swatchy dwufazowym płynem z Ziaji widać, że wampirzy róż nie poddaje się zbyt łatwo:
No cóż... zalet wiele. Dla mnie jednak sporym minusem jest to utrudnione zmywanie. Nie lubię mieć resztek makijażu, a ten róż zostawia jak widać dość wyraźne ślady. Przy nakładaniu go palcami też trzeba pamiętać o szybkim umyciu rąk. Pędzla mi trochę szkoda, żeby sprawdzić, czy idzie go potem doprać. ;)
o
17:16
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
Craft Test Dummy
16
komentarze
Etykiety:
10-30 zł,
edycje limitowane,
Essence,
porównania,
róże,
swatche,
twarz
wtorek, 7 czerwca 2011
Essence - LE You Rock! baza pod cienie
Baza pod cienie z limitowanki You Rock! była pierwszą rzeczą, którą złapałam ze standu. Od początku wiedziałam, że będzie moja. Swego czasu porównywałam bazy pod cienie Catrice i Joko Virtual.
Jak na ich tle wypada You Rock!?
o
21:56
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
Craft Test Dummy
6
komentarze
Etykiety:
bazy pod cienie,
Catrice,
Essence,
oczy,
porównania,
swatche
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































