Zdjęcia oraz opisy na tej stronie są mojego autorstwa - nie pozwalam na kopiowanie, przetwarzanie czy ponowne udostępnianie ich bez mojej wiedzy i zgody.

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2016

Tarte Shape Tape Concelaer - Fair, Fair Neutral. Korektorowy gral?


Na blogu od dawna hula wiatr, tak jak na moim koncie bankowym, bo instagram i yt co chwile podpowiada czego brakuje w mojej kosmetyczce. Tarte shape tape jest jednym z tych produktów o którym słyszała chyba każda miłośniczka kosmetyków. Nie spotkałam się chyba z ani jedną krytyczną opinią na jego temat, więc postanowiłam przetestować go na sobie.

piątek, 12 września 2014

Tutorial nr 1.



W końcu udało mi się wygrać z lenistwem i przygotowałam dla was bardzo prosty tutorial.
Mam nadzieje że wyszedł w miare czytelny. Jesień już tuż tuż, więc zdecydowałam się na bordo i czerń.


czwartek, 19 czerwca 2014

Mundialowe makijaże

Niestety z okazji mundialu zostałam pozbawiona telewizora,  oto efekty:





Lubicie tak zabijać nudę? ;)

niedziela, 21 października 2012

Lirene Dermoprogram - Shiny Touch podkład rozświetlający #104 i #107


Czas na recenzję podkładów, które spędziły ze mną większość wakacji. Rozświetlający fluid Shiny Touch to nowa wersja podkładów od Lirene. Dostępne są one w 5 kolorach, z których do mnie trafiły dwa - nr 104 naturalny oraz nr 107 beżowy. Oprócz rozświetlenia ma on też wygładzać i nawilżać, a filtr SPF8 dodatkowo chronić przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.


Opakowanie podkładu jest bardzo wygodne, a pompka jeszcze mnie nie zawiodła. Duży plus, bo w kilku kosmetykach jakich wcześniej używałam (np w bazie pod makijaż Ingrid) psuły się one po kilku dniach i znacznie obniżało to mój odbiór zarówno kosmetyku, jak i samej marki.

Zapach podkładu jest przyjemny, ale jak dla mnie odrobinę zbyt intensywny.

Kolory (mimo sporej różnicy w numeracji) nie różnią się od siebie jakoś drastycznie. Używam obu na zmianę i stapiają się one z moją cerą na tyle, że nie tworzą maski. Co ciekawe - widać na swatchach, że po roztarciu to naturalna 104 jest ciemniejsza od beżowej 107.



Fluid ładnie wyrównuje koloryt, ale nie spodziewajcie się po nim zbyt mocnego krycia. Trzeba uważnie go rozprowadzać, bo potrafi ciemnieć w miejscach, gdzie jest grubiej nałożony - zdarzyło mi się kilka razy dopiero po jakimś czasie zauważyć, że gdzieś mam ciemniejszą plamkę. Jeśli jednak wklepie się go równomiernie, to nie ma tego typu problemów. Nie podkreśla też suchych skórek.

Za rozświetlenie odpowiadają tu drobinki miki. Spróbowałam uchwycić ten efekt. Na twarzy jest on widoczny, ale nie jakoś bardzo nachalny. Mimo wszystko wolałabym, żeby drobinek było mniej, bo w mocniejszym oświetleniu odczuwałam czasem lekki dyskomfort i zastanawiałam się, czy się czasem zbyt mocno nie świecę.


Kosztują one około 25zł za 30ml, ale wiem, że można dostać je czasami na promocji i za 20zł.

Miałyście z nimi do czynienia? Jaka jest Wasza opinia? :)



Produkt tu opisany został mi udostępniony do recenzji, nie miało to jednak wpływu na moją opinię.

czwartek, 6 września 2012

Essence - LE Cherry Blossom Girl róż


Jak dobrze jest mieć wtyki za granicą. Dzięki temu, kiedy na półkach drogerii pojawiła się limitka Cherry Blossom Girl, szybko trafiło do mnie to, co chciałam. :)

Powszechnie wiadomo, że kiedy w limitowanej edycji pojawia się róż, to jest to masthew, rzecz niezbędna, obiekt pożądania. Tym razem jest to mozaika dwóch odcieni w jednym wariancie kolorystycznym - 01 asian sensation.


Trzeba przyznać, że róż cieszy oczy - samo plastikowe opakowanie nie powala, ale połączenie koralu i brzoskwini, na dodatek z wytłoczonym motywem kwiatu wiśni wygląda słodko.



I tu się kończą zachwyty. Niestety pigmentacja jest bardzo słaba - na skórze róż jest ledwie widoczny, a przy nabieraniu go pędzlem mocno się pyli. Ma trochę złotych drobinek, ale na tyle mikroskopijnych, że magicznie znikają - zostaje tylko lekki blask.




Po nałożeniu dwóch warstw pędzlem:


Efekt nie powala. Spore rozczarowanie... :( Jeśli nie jesteście wyjątkowo jasnej karnacji, to możecie go sobie według mnie odpuścić.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Emotional Brilliance - kolorówka od Lush


Tutaj możecie zakręcić kołem i dowiedzieć się czegoś o sobie. Kiedy się zatrzyma, wybierzcie bez zastanowienia trzy kolory. Takie, które coś o Was mówią. Co każdy z nich oznacza, dowiecie się z legendy. Tylko cena powala - 23$ za sztukę.

Moja trójka:



Żądam Lusha w Polsce!


Pomadki w płynie:



Eyelinery:


Kremowe cienie:



środa, 1 sierpnia 2012

Co u mnie nowego? (pielęgnacja z Austrii, współprace, zakupy)


Robienie osobnych notek na takie tematy było by swoistym spam-atakiem, więc postanowiłam podsumować szybko, co ostatnio weszło w moje posiadanie. ;)

Najpierw zakupowo: w TK Maxxx wpadła mi w łapy paleta E.L.F (60 cieni, 20 błyszczyków, 3 róży, 2 bronzerów). Próbowałam ją sobie wybić z głowy, ale za 40zł żal mi było jej nie kupić. :P Na peeling cukrowy Perfecta SPA nadziałam się w Super Pharmie i oczywiście uległam magii przeceny - 12,90 zł. Pachnie jak kukułki. <3 Wzięłam do tego jeszcze dezodorant Rexony. Bronzer z limitki P2 kupiłam w Monachium, kiedy wracałam z urlopu i mój autobus miał 20 minutową przerwę na dworcu. To była szybka akcja. :D


Kolorówkę, jaką kupiłam na wakacjach, już Wam pokazywałam - czas na pielęgnację. Balea trochę skromnie, za to poszalałam w Mullerze. Na ich naturalną markę Terra Naturi były akurat spore przeceny, więc tu mnie trochę poniosło:



W Rossmanie zauważyłam markę Noni Care i no cóż - strasznie chciałam coś wybrać. :D Kupiłam krem pod oczy, który okazał się być 40+. :x


Paczka, jaką otrzymałam od Green Pharmacy. Mogłam wybrać produkty do testów, zdecydowałam się na te:


Zakupy na allegro. Cztery lakiery, pędzel, róż z Marble Manii, na który mi się nie udało trafić, oraz dwa cienie. Kupione jako zestaw za 38zł z przesyłką. Mój pierwszy OPI... :)



Czas na wielką pakę od Laboratorium Eris. Zawartość mile mnie zaskoczyła, oczywiście także ze względu na ilość kosmetyków, ale także dopasowanie do moich preferencji. Po kolei, markami:

Lirene:


Under Twenty:


Pharmaceris:


Dr Irena Eris:


Było nawet coś do poczytania. :)


I jeszcze jeden zakup z allegro - róż Catrice Floralista. Udało mi się go kupić w formie testera i kocham go miłością przeogromną. Dlatego uznałam, że za 8 zł warto zrobić zapas. ;)



To by było na tyle.

Trochę się tego uzbierało, ogłaszam więc sierpień miesiącem o ograniczonych do minimum wydatkach kosmetycznych! Szkoda, że Belloleum nie przedłuża akcji "przeżyć (...) za 50zł" na sierpień, będę musiała walczyć w pojedynkę. Cel: mniej niż 50zł, trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 5 marca 2012

Snog Marry Avoid?


Makeup to pojęcie znane każdej z nas. A... Makeunder?

W pogoni za pięknem jesteśmy w stanie zrobić wiele - depilacja, solarium, wybielanie zębów, przedłużanie włosów, tipsy, makijaż. Łatwo jednak przekroczyć granicę i zamiast podkreślać to, co dobrego dała nam natura, zmieniać się nie do poznania, żeby zbliżyć się do swojego 'ideału'.

Snog Marry Avoid? to brytyjski reality show, na jaki natknęłam się jakieś 2 lata temu. Różni się on diametralnie od popularnych 'urodowych' programów - zamiast pokazywać szarym myszkom, jak za pomocą makijażu wyładnieć, udowadnia zrobionym do granic dziewczynom, że czasami mniej znaczy więcej.

Prowadząca - Jenny Snow (którą możecie kojarzyć z zespołu Atomic Kitten) - wybiera dziewczynę i pokazując jej zdjęcia przechodniom zadaje pytania: na ile lat wygląda, co chcieli by jej kupić czy tytułowe Snog Marry Avoid? (czyli co by chcieli - przytulić, ożenić się z nią, czy unikać). I powiem Wam, że odpowiedzi najczęściej są dla wybranej uczestniczki zimnym prysznicem.

W kolejnej części programu musi ona 'zdjąć z siebie to, co sztuczne' - po kolei odpina włosy, zmywa makijaż. A później ma robiony nowy, świeży look i pokazuje się w nim najbliższym.

Wiele z nich dużo zyskuje na tej przemianie, jednak dużo też wraca do starego wyglądu.

Jedyne, co mnie w nim denerwuje to otoczka (roboty itd). Jest to jednak ciekawy program i polecam go Wam. Od niedawna można go oglądać na polskim MTV, pod okropną wg. mnie nazwą "Operacja: Stylówa". 

Tu są trzy części pierwszego odcinka (po angielsku). Miłego oglądania!






niedziela, 5 lutego 2012

TAG: Nigdy nie wychodzę z domu bez...


Do tej zabawy zaprosiła mnie mala9mi. Rzadko bawię się w tagi, więc czemu ten mnie zaciekawił? Bo zdałam sobie sprawę, jak ciężko jest wybrać tych pięć rzeczy, bez których makijażu sobie nie wyobrażam. :)


Zasady:

1. Podaj 5 produktów kosmetycznych, łącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie "must have" na wyjście (można dołączyć zdjęcie).

2. Utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją,  kto Cię otagował.

3. Przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom.

Zaczęłam od wymienienia wszystkich po kolei, a później było skreślanie... :P Oto, co zostało:



Ponieważ teraz chodzę do pracy tylko na 7 rano, mam zestaw kosmetyków, których zawsze używam. Te na zdjęciu to rzeczy, które ostatnio sobie testuję - przy okazji możecie zobaczyć co może być niedługo na blogu... ;)

1. Podkład
Mimo, że nie mam większych problemów z cerą, to właściwie nie wyobrażam sobie makijażu bez niego. Aktualnie używam rozświetlającego podkładu z Wibo (skusiły mnie opinie na KWC), zazwyczaj jednak korzystam z BB Creamów.

2. Puder
Podkład nałożony - trzeba zmatowić. Ponieważ skończył mi się rewelacyjny puder ze SkinFood'a, w ramach zużywania zapasów przerzuciłam się na puder Essence z limitki 50's Girls.

3. Coś na policzki
Bez koloru na policzkach czuję się jak chora. Uwielbiam wszelkiego rodzaju róże i bronzery - ostatnio testuję Ziemię Egipską.

4. Eyeliner
W sumie nie ma znaczenia, czy żelowy, czy kremowy, czy w kałamarzu. Zazwyczaj trzymam się klasycznej czerni, ale mam też inne kolory, z którymi czasem lubię zaszaleć. Na zdjęciu używany przeze mnie najczęściej - żelowy eyeliner z INGLOTa (czarna, matowa 77)

5. Mascara
Musi być i już. Uwielbiam mocno podkreślone rzęsy, żadnych natural looków. :D Oczywiście posklejane też odpadają. ;) Mascary idealnej dotąd nie znalazłam (chociaż MIYO 3w1 jest bardzo blisko). Aktualnie używam mascary Flormar - Spider Lash Mascara.


Gdybym mogła, dodałabym do tego jeszcze korektor pod oczy, kredkę na linię wodną, rozświetlacz, róż, jakieś cienie.... O matko, jak człowiek zacznie liczyć... :D

Oczywiście do tego zawsze dochodzą perfumy, ale nie zaliczam tego do makijażu.

Z tego co widziałam, to większość z Was już na tego taga odpowiedziała, więc nie typuję nikogo konkretnego. Jeśli masz ochotę, czuj się wytypowana. Ja chętnie poczytam, co jest dla Was tą niezbędną piątką. :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...