Zdjęcia oraz opisy na tej stronie są mojego autorstwa - nie pozwalam na kopiowanie, przetwarzanie czy ponowne udostępnianie ich bez mojej wiedzy i zgody.

Szukaj na tym blogu

wtorek, 23 kwietnia 2013

Dwa lata!

weheartit.com

W zeszłym roku urodziny bloga przegapiłam, w tym - mało brakowało. Mija dwa lata mojego blogowania, które (z przyczyn niestety nie do końca zależnych ode mnie) ostatnio trochę straciło na impecie. Jednak powoli wracam do żywych oraz piszących. ;)

Dziękuję Wam za prawie 700 000 wyświetleń tych 500 postów, a także niemal 11 000 komentarzy, te liczby niezmiennie mnie zaskakują i nawet nie wiecie jak cieszą! :)

Zabieram się teraz do kombinowania, może by tu jakiś konkurs z tej okazji... ;)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

KIKO - Definition eyeliner


Wspomniałam Wam o nim na facebooku dwa dni temu. Dość późno zważywszy na to, że zakochana w nim jestem już troszeczkę dłużej. ;) Nie wszystkie kosmetyki KIKO mnie zachwycają, ale ten zdecydowanie się zalicza do tych które podbiły moje serce.

Nie jest to żaden odkrywczy kosmetyk, ot - eyeliner w kałamarzu. Co w nim więc takiego nadzwyczajnego?


Po pierwsze: konsystencja.


Ta nie jest wodnista tylko dość gęsta, nawet momentami lekko 'ciągnąca się'. Liner opisany jest na opakowaniu jako lśniący, na szczęście nie chodzi tu o żaden brokat czy shimmer, tylko o wykończenie jakie daje na powiece. Czerń jest intensywna i kryje równo, bez prześwitów.


Po drugie: pędzelek.


Tak jak już wspominałam - dawno nie miałam w ręce tak precyzyjnego pędzelka. Tym można zmalować niewiarygodnie cienkie kreski, a to zazwyczaj nie jest łatwe.


Po trzecie: trwałość.


Przetarcie palcem nie robi na nim wrażenia. Nie rozmazuje się, kreska jest cały dzień ostra i wyraźna. Nie znaczy to jednak, że sprawia problemy przy demakijażu. Pod ciepłą wodą wręcz magicznie znika.



Podsumowując spełnia on wszystkie moje oczekiwania względem kosmetyków tego typu i zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie. Wiem, że dostępność KIKO jest mała, ale w razie czego miejcie na niego oko, warto! ;)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Łowy


W Tesco na bielanach okazje - kosmetyki marki F&F poprzeceniane nawet o 70%. Za mascarę, eyeliner, róż i dwa korektory zapłaciłam 37,50zł. Większość kosztuje 7,5zł (poza podkładami czy bronzerami - te są po około 10zł). Warto zajrzeć. ;)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Clinique - High Impact Curling Mascara


Tusz, który Wam dzisiaj opiszę, trafił do mnie dzięki akcji Douglas'a: "wymień stary tusz na miniaturę Clinique". Akcja fajna, bo możliwe że nigdy bym go sama nie kupiła (kosztuje około 90zł). Byłam go bardzo ciekawa ale leżał grzecznie czekając na swoją kolej, kiedy ja powoli zużywałam te wcześniej pootwierane. :)

Zagięta szczoteczka od razu przypadła mi do gustu. Nie jest przekombinowana, wygodnie się jej używa i dociera z łatwością do skrajnych rzęs.


Efekt na oku nawet mi się podoba, chociaż tusz dość grubo oblepia rzęsy i potrafi je sklejać.

Po pierwszym użyciu byłam właściwie zachwycona. Mocne podkreślenie, rzęsy wyraziste i uniesione. No i się nawet nie osypywał. Szybko mi jednak przeszło...


Uprzedzam Was, bo sama po pierwszej próbie zmycia jej z oczu długo szukałam takiej informacji umieszczonej gdzieś na opakowaniu maleńkimi literkami. - mascara ta nie jest wodoodporna.  Mimo tego żaden z moich płynów do demakijażu (dwufazowych i nie), pianek, toników i olejków nie jest w stanie sobie z nią poradzić.  Zmienia ona demakijaż w udrękę, schodzi grudkami a co najgorsze... razem z rzęsami!

Użyłam jej trzy razy i niestety, na tym kończy się nasza znajomość. Piekące po tych wszystkich specyfikach oczy i perspektywa przerzedzonych rzęs skutecznie mnie do niej zniechęciły. Jak na tusz za prawie 100zł - spore rozczarowanie. :(

PS. Ale kupiłam też ostatnio poleconą mi przez Was mascarę z Biedronki, więc mam na co zmienić! :D

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...