Zdjęcia oraz opisy na tej stronie są mojego autorstwa - nie pozwalam na kopiowanie, przetwarzanie czy ponowne udostępnianie ich bez mojej wiedzy i zgody.

Szukaj na tym blogu

niedziela, 17 listopada 2013

Jaki to lakier? (konkurs)



Kiedyś, dawno dawno temu zakochałam się w lakierze.

U nas niedostępnym, gdzie indziej też bardzo trudnym do zdobycia. Wzdychałam i wzdychałam do niego jakiś czas i w końcu odpuściłam... aż do wczorajszego dnia, kiedy przypadkiem trafiłam na - zabrzmi to co najmniej nieprzyzwoicie ;)) - jego dupe. :D

Dupe, czyli odpowiednik/zamiennik/nieistotne. Ważne, że w momencie, kiedy piszę te słowa ON patrzy się na mnie znad klawiatury. A obok stoi jego brat bliźniak, który trafi do jednej szczęściary. ;)



Zadanie jest proste - lakier dostanie osoba, która zgadnie, jakiej marki jest lakier na zdjęciu.
Jeśli nikomu się to nie uda, wygra ten, kto trafi markę oraz dokładną nazwę lakieru, w którym się zakochałam. Oczywiście rozstrzyga kolejność zgłoszeń (a te można przysyłać do przyszłej niedzieli, czyli 24 listopada). Jedyne co musicie zrobić, to wypełnić poniższy formularz.

Gramy czysto, czyli żadnych podwójnych zgłoszeń - jeśli wyłapię coś takiego, to automatycznie dyskwalifikuję. :)

Powodzenia!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Colour Alike - Daleko do Sopotu?


Ostatnimi czasy moje paznokcie nie są w najlepszej kondycji. Głównie z tego powodu trzymam je krótko (o zapuszczaniu na razie mowy nie ma), nie szaleję także z kolorami. Wierna jestem wszelkim różom, beżom i czerwieniom, ewentualnie czerni, ale czasem najdzie mnie ochota na małe odstępstwo. Daleko do Sopotu? Colour Alike, który trafił w moje ręce dzięki Gosi, spełnia się w tej roli idealnie. ;)


Kolor ten jest bardzo mylący - na większości zdjęć w internecie (także na stronie producenta) wydaje się  być intensywnym błękitem. W rzeczywistości jest dużo bardziej złożony i ciekawy. Ma w sobie odrobinę turkusu, a chwilami wychodzą z niego też szarawe tony. Muszę przyznać, że świetnie mi się go nosi. Może nie kojarzy mi się z morzem (co sugeruje nazwa), ale napawa mnie jakimś takim... optymizmem. ;)


Malowanie jest bezproblemowe. Lakier dobrze kryje (dwie warstwy w zupełności wystarczą) i dość szybko schnie. Duży plus także za to, że nie przebarwia płytki. Nosiłam go kilka dni bez żadnej bazy i zmywając go trochę się bałam, co zobaczę. Na szczęście okazało się, że strach ten był bezzasadny. :)




Podoba się Wam, czy stawiacie teraz na bardziej jesienne barwy? :)

niedziela, 20 października 2013

AVON - Mega Effects Mascara (Blackest Black)


Mascara, którą Avon reklamuje jako 'Mascarową rewolucję' trafiła do mnie w GlossyBoxie. W sumie cieszę się, że tak się stało, bo byłam nią zainteresowana, a sama pewnie bym jej nie kupiła. W obliczu tego typu rewolucji człowiek zadaje sobie pytanie, czy to jest mi właściwie potrzebne? Okazuje się, że mi...zdecydowanie nie jest. ;)


Opakowanie jest małe, lekko jajowate, płaskie - ogólnie przyjemne. Cały sekret tkwi jednak w znajdującej się w środku panoramicznej szczoteczce. Ma ona ruchomą głowicę oraz kształt dopasowany do budowy oka tak, żeby jak najbardziej ułatwić malowanie. Zbiorniczek z tuszem jest elastyczny - jeśli potrzebujemy go więcej, wystarczy go ścisnąć żeby dokładniej pokrył szczoteczkę.







Mi na początku szło z nią bardzo kiepsko. Może i rewolucyjna i nietypowa - nie znaczy to jednak, że wygodna w użyciu. Szczoteczka nabiera zdecydowanie za dużo tuszu i kiepsko rozczesuje rzęsy (a wręcz zlepia je). Dodatkowo łatwo jest sobie nią zabrudzić okolice oka, co zobaczycie na kolejnych fotkach. Co prawda wydłuża i podkręca zacnie, ale ogólny efekt nie podoba mi się totalnie. Używam jej dodatkowo rozczesując rzęsy szczoteczką od innego tuszu lub igłą. Szkoda zachodu.

Czas zobaczyć jak wygląda ten efekt panoramicznych rzęs na żywo.


Jedna warstwa:


Dwie warstwy:



Czy Wy to widzicie? Przecież ja na tym zdjęciu mam jakieś 12-13 grubych rzęs! :D A pomalowanie dolnych bez zaciapania sobie połowy oka graniczy z cudem. Szczerze mówiąc w życiu nie dałabym za tą mascarę cennikowych 30zł.

a Wy?

niedziela, 8 września 2013

Essence - LE Metal Glam (zapowiedź)


Znów na blogu dłuuuga cisza. Przerwę ją zapowiedzią limitki od Essence - Metal Glam! Wiadomo, ciężko jest w nieskończoność wymyślać nowe motywy i kosmetyki, w związku z tym i ta edycja jest trochę wtórna. Wracamy do metalicznych wykończeń tak jak w przypadku kolekcji Metallics, jednak nie znaczy to, że będzie nudno, coś mi w oko wpadło. ;)

Metaliczne cienie do powiek:



Przyklejane kreski:



Błyszczyki do ust:



Róż o metalicznym wykończeniu:



Rozświetlacz:



Lakiery do paznokci:



Top do paznokci ze złotymi płatkami:



Naklejki na paznokcie:



Naklejana biżuteria (?!):



Najbardziej czekam na top - czy to możliwe, żeby była to odpowiedź Essence na OPI - The Man With The Golden Gun? Jeśli tak, to jaram się. Oczywiście rzucę okiem na brzoskwiniowy róż o metalicznym wykończeniu oraz na rozświetlacz (żadna niespodzianka :D), oraz na cienie. Paletki z wcześniej wspomnianej limitki Metallics są jednymi z moich ulubionych, więc mam nadzieję, że te jedynki im dorównają. Jeśli tak, to miedziana i beżowa będą moje.Zaciekawiły mnie też naklejki na paznokcie, liczę na efekt jak Minx, chociaż nie będę się oszukiwać - nie dość, że trudno takie rzeczy nakleić to jeszcze trzymają się słabo. No ale zobaczymy na żywo. ;)

Lakiery i błyszczyki mają według mnie fatalne kolory, więc chociaż to odpada. :D

Moja lista zakupów może nie będzie długa, ale pewne jest, że nie odpuszczę tej kolekcji tak łatwo. :)

A Wy?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...